PsyTrip.pl - kosmiczno-społecznościowy portal


Imperium, władza, ego. Czego naprawdę chce Putin

Świat zastanawia się, jak daleko Władimir Putin jest w stanie się posunąć w swych działaniach w Ukrainie. Zapytaliśmy ekspertów od Rosji z całego świata, by powiedzieli, o co tak naprawdę chodzi Putinowi, jaki jest jego ostateczny plan i jak daleko się posunie, by go zrealizow

Jest jasne, że celem Putina jest odwetowa, imperialistyczna przebudowa świata w celu przejęcia kontroli nad całym obszarem byłego Związku Radzieckiego. Całkowicie lekceważy on prawo międzynarodowe, normy i prawa człowieka, a powstrzymać go może jedynie maksymalna presja ekonomiczna, polityczna i militarna.

Rosja jest państwem zbójeckim na równi z Koreą Północną i Iranem. Teraz naszym obowiązkiem jest ochrona narodu i rządu ukraińskiego, lepsza pomoc w zabezpieczeniu przestrzeni powietrznej i pomoc w rozpoczęciu aktywnej antyrosyjskiej rebelii w Ukrainie. Ponadto musimy nałożyć na Rosję najsurowsze sankcje, w tym sankcje sektorowe.

Możemy jednocześnie złagodzić skutki tych sankcji dla sojuszników i partnerów zależnych od rosyjskiej ropy i gazu, uruchamiając transport paliwa i podejmując wszelkie możliwe działania, by uniknąć rozprzestrzenienia się tej wojny na terytorium NATO i przekształcenia jej w wojnę światową.

 

 

 

Thomas Graham odpowiadał za Rosję w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego prezydenta George'a W. Busha

Jeśli Putin ma jakiś plan działania, to dla osób postronnych nie jest on w tej chwili jasny. Przez ostatnie kilka miesięcy celowo zwodził ludzi co do swoich prawdziwych intencji. Ostatnio zasugerował, że rozpocznie operację obrony separatystycznych regionów we wschodniej Ukrainie, a następnie nakazał zmasowane uderzenie na cały kraj.

Nie jest więc jasne, jakie są jego ambicje terytorialne. Zadeklarował jednak, że będzie "demilitaryzował" i "denazyfikował" Ukrainę. Oznaczałoby to, że chce co najmniej zniszczyć infrastrukturę wojskową Ukrainy i zastąpić jej rząd marionetkowym.

Andriej Kolesnikow jest szefem programu rosyjskiej polityki wewnętrznej i instytucji politycznych w Moskiewskim Centrum Carnegie

Bardzo trudno jest określić, co jest ostatecznym celem dla Putina. Można by założyć, że wystarczy, by słuchali go najsilniejsi przywódcy na Zachodzie. Albo, że Donbas i Ługańsk staną się oficjalnie jego lennem. A wszystko to na tle tego, że zdławił on w swoim kraju społeczeństwo obywatelskie, a elity się go boją.

Ale myślę, że Putin potrzebuje: 1. władz w Kijowie pod swoją kontrolą jako części swojego "imperium", oraz 2. świata (lub przynajmniej jego części) grającego według jego reguł.

Rajan Menon jest emerytowanym profesorem City College of New York/City University of New York i pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Columbia

Putin mógł podjąć decyzję o obaleniu ukraińskiego rządu i wprowadzeniu na jego miejsce rządu lojalnego wobec Rosji. Jego oświadczenie skierowane do narodu rosyjskiego przed rozpoczęciem tej wojny, jak również rozległe ataki lotnicze i rakietowe na cele ukraińskie, sięgające aż po miasto Iwano-Frankowsk na dalekim zachodzie Ukrainy, sugerują taką możliwość.

Putin być może zdecydował się więc na cele w Ukrainie, które będą równoznaczne z paleniem mostów z Zachodem i jest gotów zapłacić za to cenę ekonomiczną, strategiczną i polityczną.

 

Podejrzewam, że Putin ma kilka opcji gry końcowej. Jest ta, w której wszyscy skapitulują, a on udowodni, że miał rację i będzie mógł cieszyć się przyjazną Ukrainą i stłumioną, wyedukowaną Europą. On i jego doradcy prawdopodobnie na to nie liczą, choć bardzo by tego chcieli.

Jest też wariant, w którym Putin wyrządzi Ukrainie wiele szkód, zainstaluje tam przyjazny reżim i zadomowi się, by zarządzać zachodnimi sankcjami. To może być opcja, którą uważa za bardziej prawdopodobną i z którą może żyć.

Z pewnością istnieje kilka opcji pomiędzy, obejmujących poddanie się Ukrainy na różnych warunkach. Ale Putin prawdopodobnie nie docenia ukraińskiego oporu, bólu, jaki z czasem zadadzą mu sankcje, oraz nie tylko zachodniego, ale i światowego przerażenia okrutnym i niesprowokowanym atakiem Rosji na sąsiada.

 

Francis Fukuyama jest pracownikiem Uniwersytetu Stanforda. W maju ukaże się jego kolejna książka "Liberalism and Its Discontents"

Wierzę, że celem Putina w Ukrainie jest doprowadzenie do upadku obecnego demokratycznego reżimu w tym kraju i zastąpienie go marionetkowym rządem przychylnym Moskwie. Uważam jednak, że jest mało prawdopodobne, by Putin dokonał tego w krótkim czasie poprzez okupację całej Ukrainy.

Rosja nie dysponuje obecnie w regionie wystarczającymi siłami, by podporządkować sobie kraj liczący prawie 40 mln ludzi. Zamiast tego Rosjanie najprawdopodobniej wezmą na cel i zniszczą jak największą część ukraińskiej armii, a następnie przyciśną ten kraj gospodarczo, aż stanie się państwem upadłym.

W związku z tym należy zwrócić uwagę na ukraińskie porty nad Morzem Czarnym, Mariupol, Chersoń i Odessę. Porty te są kluczowe dla ekonomicznej żywotności kraju, ponieważ Ukraina jest wielkim eksporterem produktów rolnych, a jeśli Rosja może skutecznie nałożyć na nie blokadę, zyska ogromne źródło ekonomicznej przewagi.

Putin podjął tu ryzyko i można sobie wyobrazić scenariusze, które prowadzą go do triumfu lub do klęski. To, na co powinniśmy zwrócić uwagę, to nie tyle sankcje — choć jestem ich zwolennikiem, nie sądzę, by miały one duży wpływ na zachowanie Rosji — ile raczej to, jak ukraińskie wojsko radzi sobie w terenie, jeśli chodzi o zadawanie strat siłom rosyjskim.

Lilia Szewcowa jest dziennikarką i autorką książki "Putin's Russia"

Putin nie kryje się ze swoim dwojakim celem. Po pierwsze, chce podporządkować sobie Ukrainę, zburzyć jej państwowość. Po drugie, ma nadzieję, że dławiąc Ukrainę, zmusi Zachód do przyjęcia jego ultimatum — odbudowy w Europie jałtańskiego porządku ze strefami wpływów i uzyskania zachodniego zobowiązania do nieingerowania w geopolityczne podwórko Rosji.

Im mniejsza będzie reaktywność Zachodu, tym bardziej zaciskać się będzie pętla. Sukces Putina zależy nie tylko od tego, jak zareaguje Ukraina, ale także od gotowości Zachodu do praktykowania tego, co głosi. Zachód nie może sobie pozwolić na przegraną!

Kathryn Stoner jest dyrektorką Center on Democracy, Development, and the Rule of Law na Uniwersytecie Stanforda, a także autorką nowej książki "Russia Resurrected: Its Power and Purpose in a New Global Order"

Kreml użył przeważającej siły, ponieważ cel wykracza daleko poza pretekst Putina, jakim jest ochrona rosyjskich rodaków w Ługańskiej i Donieckiej Republikach Ludowych, które rząd rosyjski oficjalnie uznał w poniedziałek za niepodległe państwa. Wyraźnie widać, że celem jest wchłonięcie całej Ukrainy do Rosji.

Putin liczy na to, że uda mu się przetrwać już i tak ostre sankcje ze strony Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii (gdzie wielu bogatych Rosjan ma swoje rezydencje) i Unii Europejskiej. Kreml zgromadził 700 mld dol. rezerw walutowych, najwięcej spośród wszystkich krajów świata, ma niski stosunek długu do PKB (około 30 proc. w zeszłym roku w porównaniu do 116 proc. na przykład w USA) i liczy na to, że dzięki dobrej polityce makroekonomicznej w ostatniej dekadzie, będzie w stanie wytrzymać.

Jeśli nie jesteśmy skłonni do postawienia amerykańskich butów na ukraińskiej ziemi, to sankcje są początkiem próby ukarania Kremla i zwiększenia kosztów kontynuowania wojny. Oprócz zaostrzenia sankcji i zwiększenia kontroli eksportu możemy spodziewać się cyberataków USA na Rosję, ale musimy być przygotowani na kontrataki na amerykańską infrastrukturę.

 
 

Niewiele jednak będziemy mogli zrobić, aby zatrzymać Putina na jego drodze. Jak powiedział w czwartek prezydent Biden, "Ameryka stoi w obronie wolności", ale Putin jest piekielnie zdeterminowany, by stanąć w obronie autorytaryzmu. Nie popełnijcie błędu, to jest wojna z ukraińską demokracją i nie ma nic wspólnego z rosyjskimi obawami, że pewnego dnia Ukraina wstąpi do NATO.

Dla Putina przykład wolnej, niepodległej Ukrainy na granicy Rosji jest zbyt inspirującym wzorem dla jego własnego narodu, który w końcu mógłby zażądać czegoś podobnego u siebie. Dla niego ukraińska niepodległość i demokracja są więc egzystencjalnym zagrożeniem.

Ostateczną grą Kremla, poza zapewnieniem przetrwania reżimu Putina, jest stworzenie wielobiegunowego świata, w którym autokratyczna Rosja i rosnące Chiny rzucają wyzwanie zachodniej hegemonii liberalnej; celem jest nic innego, jak ustanowienie nowego porządku globalnego, w którym siła jest dobra, a suwerenność państwowa, prawa i wolności jednostki oraz prawa człowieka są złe.

 

Rajiv Sikri był indyjskim dyplomatą, ostatnio jako sekretarz w MSZ, a wcześniej jako szef departamentu radzieckiego i wschodnioeuropejskiego MSZ Indii

Putin jest zdeterminowany do podjęcia wszelkich kroków, aby chronić to, co uważa za swoje kluczowe interesy narodowe, tak jak JFK zablokował Kubę w 1962 r., kiedy Związek Radziecki umieścił na niej swoje rakiety. Po tym, jak Stany Zjednoczone uznały, że wygrały zimną wojnę, zdegradowały Rosję do statusu kraju strategicznie nieistotnego, którego interesy można ignorować. Putin zmusił Zachód do zmiany tego stanowiska.

Putin nie chce okupować Ukrainy — to byłby krwawy impas, znacznie gorszy niż sowiecka okupacja Afganistanu. Myślę, że będzie starał się osiągnąć cele militarne Rosji tak szybko, jak to możliwe, a następnie się wycofa. Operacja w Kazachstanie w zeszłym miesiącu jest prawdopodobnie wzorem, który zastosuje.

 

Prawdopodobnie chciałby mieć prorosyjski, a przynajmniej niewrogi rząd w Kijowie i chciałby, aby Ukraina była neutralnym państwem, takim jak Finlandia, Szwecja czy Austria. Putin oczywiście nie zamierza odpuścić Krymu, a Ługańsk i Donieck staną się marionetkowymi państwami, niezależnymi z nazwy, ale faktycznie będącymi częścią Rosji, jak Osetia Południowa i Abchazja. Będą one bazą do dalszej inwazji na terytorium Ukrainy, do którego roszczą sobie prawo.

Zainteresowanie Putina Ukrainą ogranicza się do wschodnich, rosyjskojęzycznych części Ukrainy, a nie do Ukrainy Zachodniej, która zdominowała ukraińską politykę od czasu rewolucji na Majdanie w 2014 r. Oczywiście, jego kalkulacje mogą się okazać błędne, a Rosja może zapłacić wysoką cenę, ale myślę, że Ukraina zostanie zniszczona, ciężkie koszty poniosą także Europa, USA i reszta świata.

 

Terrell Jermaine Starr, obecnie mieszkający w Kijowie, prowadzi Black Diplomats Podcast, jest stypendystą w Centrum Eurazji Rady Atlantyckiej

Problem z Putinem polega na tym, że nic z tego, co widzimy, nie ma nic wspólnego z geopolityką. To nie ma też nic wspólnego z NATO. Chodzi o to, że Putin chce podporządkować Ukraińców sferze rosyjskości. Robi to, bo Ukraińcy nie są dla niego prawdziwymi ludźmi, mają być poddanymi państwa rosyjskiego.

Tu chodzi o rosyjską supremację. Zachowuje się jak republikańscy gubernatorzy i ustawodawcy z Południa USA, którzy wymyślają kłamstwa na temat krytycznej teorii rasowej [która zakłada, że niewolnictwo było kluczową siłą napędową historii USA]. To jest krytyczna teoria Ukrainy Putina. Zasadniczo jest on antyukraińskim rasistą. On ich nienawidzi i nie chce, by istnieli.

Angela Stent pracowała w Biurze Planowania Polityki Departamentu Stanu USA w latach 1999-2001, a w latach 2004-06 pełniła funkcję oficera wywiadu ds. Rosji i Eurazji w Narodowej Radzie Wywiadu. Jej ostatnia książka to "Putin's World: Russia Against the West and With the Rest"

Putin ma co najmniej trzy gry końcowe. Pierwszym i najbardziej bezpośrednim jest zainstalowanie nowego rządu w Kijowie, który będzie podporządkowany Moskwie. Kolejnym celem jest skłonienie Zachodu do uznania, że Rosja ma prawo do strefy wpływów na obszarze postsowieckim i że NATO oraz UE powinny zaprzestać prób zaangażowania się w tych krajach.

 

James Goldgeier jest naukowcem na Uniwersytecie Stanforda oraz profesorem na Uniwersytecie Amerykańskim

Putin od lat nie ukrywa, że jego zdaniem Ukraina nie ma prawa istnieć jako niepodległy kraj. Rozpoczął tę straszliwą inwazję na ten kraj, aby zapewnić rosyjską kontrolę nad nim.

Jednym z celów tej inwazji jest obalenie obecnego rządu Ukrainy i próba rządzenia krajem przez marionetkowy reżim. Wraz z rosyjskimi wojskami stacjonującymi dalej na zachód, zarówno na Białorusi, jak i na Ukrainie, Putin wywiera większą presję na wschodnich członków NATO.

Po tym, jak wszyscy mówili o potrzebie europejskiej autonomii strategicznej, Putin po raz kolejny podkreślił zależność Europy od Stanów Zjednoczonych w kwestii bezpieczeństwa przed rosyjską agresją. Stany Zjednoczone będą musiały wysłać jeszcze więcej wojska do Europy Wschodniej i porzucić swoje zobowiązanie wynikające z Aktu Założycielskiego NATO-Rosja z 1997 r., by nie stacjonować na stałe sił wojskowych w krajach, które przystąpiły do sojuszu po 1999 r.

Timothy Frye jest profesorem postsowieckiej polityki zagranicznej na Uniwersytecie Columbia

Putin chciałby rozbić rząd w Kijowie, zainstalować zdemilitaryzowany i neutralny rząd, a następnie rozpocząć negocjacje z NATO na temat nowych ustaleń dotyczących bezpieczeństwa. Ustalenia te mogłyby obejmować ograniczenia dotyczące wojsk i broni w krajach NATO, które przystąpiły do niego po 1997 r. oraz kroki zmierzające do przekształcenia Ukrainy w państwo wasalne.

Putin prawdopodobnie uwierzył, że użycie przytłaczającej siły przeciwko Ukrainie da mu większe wpływy w tych negocjacjach, pomimo ogromnych kosztów, które poniesie Moskwa. Jest to ryzykowne posunięcie i prawdopodobnie nie powiedzie się, biorąc pod uwagę gwałtowną reakcję Zachodu, trudności w zarządzaniu marionetkowym państwem z wrogo nastawioną ludnością oraz nikłe poparcie dla tego posunięcia w samej Rosji.

 

Kadri Liik jest specjalistą w Europejskiej Radzie Spraw Zagranicznych. Jej badania koncentrują się na Rosji, Europie Wschodniej i regionie bałtyckim

Putin jasno określił cele wojny: zamierza zniszczyć infrastrukturę wojskową Ukrainy. Prawdopodobnie dokona również zmiany władzy i być może podzieli kraj, dodając kawałki terytorium do samozwańczych republik na wschodzie lub nawet włączając je do Rosji.

Pytanie brzmi: jak poradzi sobie z następstwami tych działań. Ukraina nie będzie przyjaznym państwem-klientem; należy się spodziewać trwałego, niesłabnącego oporu. Również stabilność polityczna samej Rosji może nie przetrwać tego testu wytrzymałości: Ta wojna nie jest popularna wśród rosyjskiego społeczeństwa i całkowicie zaszokowała rosyjskie elity. O ile na razie nie zanosi się na rewolucję, to w dłuższej perspektywie żywotność rosyjskiego systemu władzy z pewnością ulegnie osłabieniu.

Nie jest też jasne, jak Putin widzi przyszłe geopolityczne miejsce Rosji w świecie. Rosja, zmieniając całe swoje stosunki z Zachodem, nieuchronnie stanie się dużo bardziej zależna od Chin.

Mam wrażenie, że w celu podporządkowania sobie Ukrainy Putin zaryzykował zarówno wewnętrzną stabilność Rosji, jak i jej przyszły status w globalnym systemie władzy.

 

Andrei Serbin Pont jest dyrektorem latynoamerykańskiego think-tanku CRIES oraz stypendystą Instytutu Studiów nad Ludobójstwem i Prawami Człowieka w Montrealu

Obecnie, opierając się na wykładzie Putina i jego działaniach wojskowych na Ukrainie, głównym celem wydaje się drastyczne osłabienie politycznych i wojskowych możliwości Kijowa. Zostało to wyrażone poprzez ujawnienie przez niego intencji "demilitaryzacji" i "denazyfikacji" Ukrainy.

Zostało to potwierdzone poprzez wyraźne ukierunkowanie od początku ofensywy na centralny potencjał wojskowy sił zbrojnych Ukrainy oraz nacisk na działania w dwóch największych miastach Ukrainy, co ułatwia załamanie się infrastruktury politycznej kraju, prowadząc do ogólnego osłabienia państwa.

 

Molly McKew jest wykładowczynią na temat Rosji i główną autorką tekstów na stronie greatpower.us

Putin wierzy, że znalazł receptę na osiągnięcie imperialistycznych celów strategicznych przy minimalnych kosztach. Jego formuła jest prosta: zagrozić maksymalnym użyciem siły, by wprowadzić przeciwnika w stan, w którym będzie dążył do uniknięcia eskalacji. To jest pułapka, musimy jej uniknąć.

Ambicje Putina wykraczają daleko poza Ukrainę. Najechał Ukrainę, by wygrać swoją wojnę z Zachodem. Jeśli nie będziemy z nim walczyć — ekonomicznie, dyplomatycznie, militarnie — w Ukrainie i za Ukrainę, będzie się posuwał naprzód szybciej, niż nam się wydaje możliwe.

Nasza odmowa odparcia twardej siły Putina twardą siłą tylko podsyca jego pokusę i głód wyimaginowanego bezpieczeństwa imperium. Białoruś została de facto zaanektowana. W Ukrainie Putin chce usunięcia wybranego rządu oraz rozczłonkowania ukraińskiej historii i tożsamości. Dodanie Mołdawii nie zajęłoby wtedy dużo czasu.

W swojej mowie i deklaracji wojny Putin określił Finlandię i być może Szwecję jako część swojej domeny, a kraje bałtyckie i Polskę, które są członkami NATO, określił jako "pozostałości II wojny światowej", które należą się Moskwie.

Międzynarodowe prawa i karty, które Rosja pomogła opracować, teraz sama podpaliła. Jeśli Putin zdobędzie Ukrainę, będzie kontynuował tę politykę. Ale jeśli przegra, będzie to początek jego końca. Możemy walczyć teraz i ocalić ukraińskie życie; albo walczyć później, o bardziej nadszarpnięty honor; albo erodować kawałek po kawałku, aż "anomalia" demokracji, za jaką uważa ją Putin, zniknie.

 

Samuel Charap jest politologiem w RAND Corporation. Wcześniej był doradcą podsekretarza stanu USA ds. kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego

Wygląda na to, że Putin dąży do zmiany reżimu. Spodziewałbym się uderzenia na Kijów w ciągu najbliższych 48 godz. Odpowiednią analogią jest wyścig do Bagdadu w 2003 r.

Prawdziwym pytaniem jest to, co stanie się po zainstalowaniu nowego rządu. Szczerze mówiąc, nie wygląda na to, by powojenny polityczny plan działania Putina był bardziej przemyślany niż amerykański w Iraku. Ale Rosjanie na Ukrainie mają liczne atuty, od języka po lokalne sieci, których brakowało Stanom Zjednoczonym w Iraku, więc możliwe, że im się uda.

 

Nikołaj Sokow jest współpracownikiem Wiedeńskiego Centrum Rozbrojenia i Nierozprzestrzeniania. Wcześniej pracował zarówno w radzieckim, jak i rosyjskim MSZ i brał udział w negocjacjach kontroli zbrojeń, w tym START I i START II

Wojna, którą rozpoczął Putin, nie ma racjonalnego sensu. Putin może wygrać wojnę, ale ryzykuje długoterminowe uwikłanie — taką samą dynamikę, jaką USA widziały w Iraku. W przeciwieństwie do USA, Rosji brakuje jednak środków na takie zaangażowanie, a zwłaszcza na podtrzymanie izolacji gospodarczej.

Szkody rozciągają się daleko poza rządy Putina. Nawet jeśli jego następcą zostanie ktoś inny, odbudowa stosunków z Zachodem będzie prawie niemożliwa. Mówimy tu o bardzo długotrwałej izolacji i wrogości. Oczywiście ze szkodą dla Rosji, ale także ze szkodą dla Zachodu — m.in. powstrzymywanie Chin będzie przez długi czas słabe lub w ogóle nie będzie miało miejsca.

Putin zadeklarował, że nie będzie okupacji, więc wygląda na to, że chce zainstalować nowy rząd i wyjechać. Problem w tym, że rząd ten będzie niestabilny. Możliwe, że ludność na wschodzie i południu Ukrainy będzie wrogo nastawiona, ale stosunkowo pasywna, ale na zachodzie będzie aktywnie wroga. Jak Putin sobie z tym poradzi, nie wiem. Czy doprowadzi to do podziału Ukrainy? Bardzo mało prawdopodobne, ale możliwe.

Strobe Talbott jest współpracownikiem programu polityki zagranicznej w Brookings Institution. W latach 1993-2001 pracował w Departamencie Stanu USA, najpierw jako dyplomata, a potem jako zastępca sekretarza stanu

Putin z pewnością ma jeden cel: jest nim odtworzenie Imperium Rosyjskiego z nim jako carem. Po ponad dwóch dekadach żelaznych rządów i bez konkurentów, o których trzeba się martwić, wydaje mu się, że jest geniuszem. Pogardza też przywódcami na Zachodzie, zwłaszcza prezydentem USA.

Jednak jeszcze przed atakiem na Ukrainę rosyjska opinia publiczna stawała się coraz mniej wyciszona wobec rosnących obaw o rozlew krwi w obu krajach. I to może doprowadzić do upadku Putina.

 

Źródło:Politico

 


Son Goten

23 Artykuły/ Streamy Posty(ów)

komentarz(e)